W roku bieżącym, podobnie jak rok wcześniej udałem się na spotkanie biznesowe do słonecznej, mimo grudniowej pory, Grecji. Nauczony zeszłorocznym doświadczeniem poczyniłem gruntowne przygotowania, by przy okazji zwiedzić dokładnie miasto. I poczuć jego klimat. Udało się, o czym świadczyć może poniższa relacja.
Za jedno trzeba Greków pochwalić. Przy okazji Igrzysk Olimpijskich usprawnili transport miejski. Obecnie mamy do dyspozycji trzy linie metra, autobusy, tramwaje i trolejbusy. Dodatkowo możemy skorzystać z taksówek (a są one żółte, jak w Nowym Jorku), choć nie jest to zbyt konkurencyjne cenowo w porównaniu z siecią komunikacji miejskiej.
Najwygodniej poruszać się metrem. Istnieją trzy linie metra, oprócz numerów oznaczone kolorami (czerwony, niebieski, zielony). Szybka kolej dowiezie nas praktycznie w każdy istotny punkt miasta. Komunikacja miejska jest relatywnie tania. Bilet półtoragodzinny kosztuje 1 euro, 24-godzinny 3 euro. Ja preferowałem użycie biletów ważnych całą dobę. W tym miejscu ważna jest dodatkowa informacja. Z lotniska do centrum (i z centrum na lotnisko) obowiązuje bilet kosztujący 6 euro (w sprzedaży dostępne też bilety dwuosobowe w cenie 10 euro oraz bilety grupowe). Warto sprawdzić jakim biletem dysponujemy, bo grzywna za przejazd bez ważnego biletu kosztuje sześćdziesięciokrotność wartości biletu, który powinniśmy zakupić i skasować. Metro posiada dwujęzyczne opisy, informacja w wagonach podawana jest zarówno po grecku, jak i po angielsku. W wielu miejscach znajdują się mapy całej trakcji, więc wystarczy mieć oczy i uszy otwarte by nie mieć problemów z poruszaniem się. Dodatkowo z lotniska i na lotnisko kursują autobusy ekspresowe (numer linii poprzedza litera X); bilet kosztuje 3,20 euro. Autobusy te dojeżdżają do kilku punktów miasta (m.in. do ścisłego centrum, do północnej dzielnicy Kifissia, do Pireusu itd.). Czas przejazdu metrem z lotniska do śródmieścia to około 45-55 minut.

Jeśli chodzi o zwiedzanie to Ateny mają wiele do zaoferowania. Przede wszystkim nowe
Muzeum Akropolu. Wysiadamy na stacji metra Akropoli (linia czerwona) i po krótkim spacerze stajemy przed nowoczesnym budynkiem. Gmach Muzeum powstał podczas przygotowań do Olimpiady, co za tym idzie ekspozycja jest nowoczesna w formie. W przestronnych pomieszczeniach prezentowana jest ekspozycja, na widok której miękną serca wszystkich sympatyków starożytnej Grecji. A zresztą, wydaje mi się, że na każdym zwiedzającym Muzeum wywrze wielkie wrażenie. Ukoronowaniem ekspozycji jest ostatnie piętro, gdzie znajduje się coś w rodzaju rekonstrukcji Partenonu w skali 1:1. Wszystkie ocalałe elementy fryzu, metopy i rzeźby zostały wkomponowane w zarys budynku. Starożytne zabytki są częściowo uzupełnione współczesnymi kopiami. Całość ekspozycji jest starannie opisana, oczywiście w co najmniej dwu językach. Wstęp do Muzeum kosztuje symboliczne 1 euro. Na przedostatnim piętrze funkcjonuje restauracja (pyszna fappe!)i sklep z pamiątkami, a z tarasu rozkoszując się smakiem kawy możemy podziwiać bryłę Akropolu. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do linka podanego kilka linijek wyżej.
Kolejne muzeum, które należy koniecznie odwiedzić to
Muzeum Bizantyńskie. Znajduje się ono niedaleko stacji metra Evangelismos (linia niebieska) przy alei Vassilis Sofias 22. Bilet normalny kosztuje 4 euro, studenci wchodzą gratis. Ekspozycja obejmuje zabytki okresu od sztuki wczesnochrześcijańskiej do XIX wieku. W muzeum zgromadzono zarówno obiekty sakralne (m.in. podobno największy na świecie zbiór ikon), jak i świeckie (biżuteria, przedmioty codziennego użytku). W osobnej sali zgromadzono zabytki sztuki koptyjskiej. W chwili obecnej (do 10 stycznia 2010) w Muzeum odbywa się również ekspozycja ostatnich dzieł Andy Warhola, więc jeśli ktoś w ciągu najbliższych tygodni wybiera się do Aten i zamierza odwiedzić Muzeum Bizantyńskie to może upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.

Kilkadziesiąt metrów dalej, idąc w kierunku placu Syntagma (przy Parlamencie)znajduje się
Muzeum Sztuki Cykladzkiej i Starożytnej. Kolekcja zgromadzonych zabytków robi kolosalne wrażenie (wiem, wiem, że piszę to po raz kolejny, ale opisując Ateny trudno się przed tym ustrzec). W czteropiętrowym budynku zgromadzono zabytki od okresu neolitu do epoki hellenistycznej. Ciekawostką jest dział multimedialny na czwartym piętrze. Na telebimach przedstawiono filmy na których aktorzy odgrywają sceny z życia starożytnych Hellenów. Możemy obserwować jak wyglądały zaręczyny, ślub, wesele, wyprawa wojenna, wychowanie dzieci, system szkolnictwa, ceremonie religijne oraz pogrzebowe. Multimedia pozwalają wręcz dotknąć czasów, które skończyły się dwa tysiące lat temu. Bilety wstępu 7,5 euro normalny, 3 euro ulgowy.
Dosłownie pięćdziesiąt metrów dalej znajduje się
Muzeum Benaki. Nie będę udawał, że nie jest to miejsce warte odwiedzenia. Oczywiście, że jest! Muzeum Benaki to prywatna kolekcja sztuki greckiej (od starożytnej do współczesnej), zbierana przez 40 lat, udostępniona zwiedzającym. Bilet kosztuje 6 euro, studenci (szczęściarze!) wchodzą za darmo. Muzeum funkcjonuje jako fundacja sztuki. Ekspozycja jest niezwykle bogata. Na mnie największe wrażenie zrobiły zbiory sakralnej sztuki bizantyńskiej oraz rekonstrukcje wnętrz mieszkalnych z XIX wieku. Pamiętajcie drodzy Czytelnicy – będąc w Atenach nie omińcie przypadkiem Muzeum Benaki.
O muzeach można by pisać jeszcze wiele. Oprócz opisanych, w których dane mi było gościć, odwiedzić warto jeszcze dwa muzea archeologiczne, Muzeum Wojny, Muzeum Kinematografii, Muzeum Sztuki Ludowej oraz Muzeum Morskie w Pireusie. Może następnym razem uda mi się tego dokonać.

Wizyta na
Akropolu warta jest osobnego eseju, więc ograniczę się do informacji istotnych dla turysty. Akropol w okresie zimowym czynny jest tylko do 14.30, wybierając się na zwiedzanie warto o tym pamiętać. Bilet kosztuje 12 euro (studenci gratis, oczywiście za okazaniem ważnej legitymacji). Za tą kwotę mamy jeszcze możliwość odwiedzenie kilku innych stanowisk archeologicznych (m.in. Agora, Biblioteka Hadriana, Świątynia Zeusa Olimpijskiego, Rzymska Agora itd.), więc cena biletu wbrew pozorom nie jest zbyt wygórowana. Bilet ważny jest cztery dni. Schodząc z Akropolu warto wdrapać się na
Areopag z którego roztacza się imponujący widok na
Agorę oraz Plakę – dzielnicę miliona sklepików i restauracji. Idąc w dół, w kierunku Plaki, możemy odwiedzić Agorę, na której w jednym z odrestaurowanych budynków znajduje się kolejne muzeum. Na Agorze godnym uwagi obiektem jest doskonale zachowana
świątynia Hefajstosa.

Gdzie jeszcze warto pójść? Z pewnością do Parku Narodowego obok placu Syntagma. Idą przez park dotrzeć można do stadionu Panathinaiko, na który odbyły się pierwsze nowożytne Igrzyska Olimpijskie, a tuż przy stadionie świątynia Zeusa Olimpijskiego. A kilka kroków dalej Akropol… Warto pójść na pchli targ na Plakę. Można znaleźć całkiem interesujące obiekty. Warto zajrzeć na targ mięsno-warzywno-owocowy położony mniej więcej w połowie drogi ze stacji metra Monastiraki na plac Omonia. Można…
Nie chcąc zanudzać opisami kolejnych miejsc starożytnych zajmę się teraz innymi urokami Aten. Jako, że nie wszystkie rzeczy są zachwycające napiszę też o tym, co może przeszkadzać i razić. Przede wszystkim – straszny syf. Góry śmieci, zarówno w czarnych foliowych workach, jak i rzuconych luzem piętrzą się co kilkadziesiąt metrów. I to nie tylko w mrocznych zaułkach, ale chociażby na jednym z głównych placów na Place – na przeciwko stacji metra Monastiraki. Nie wiem dlaczego istnieje takie zjawisko. Nie ma służb oczyszczania miasta, czy co? Wrażenia czasem są takie, jakby człowiek odwiedzał jakiś Bangladesz lub coś takiego. Druga rzecz – zderzenie bogactwa z biedotą. Fakt, jest to widoczne w każdym dużym mieście (w Warszawie również), ale dysproporcje, które, że się tak wyrażę, mają powiew Wschodu. Przykład – idąc z Plaki w kierunku placu Omonia mijamy pięciogwiazdkowy hotel, kilka metrów dalej stoi na wpół wyburzony budynek, obok starszy mężczyzna na przenośnym straganie handluje złotem, a dosłownie metr od niego leży żebrzący Albańczyk. Wszystko na przestrzeni kilkudziesięciu metrów. Kolejnym minusem są taksówki, a raczej opłaty za przejazd. W tym roku miałem do przejechania trasę około 3,5 kilometra. Na stacji metra Kifissia złapałem taksę „ze słupka”. Kierowca dobrał jeszcze dwie osoby, rozwiózł je, a następnie pojechał pod adres, który mu wskazałem. Taryfa wyniosła 6 euro. Z powrotem jechałem pojazdem zamówionym przez Radio Taxi. Ta sama trasa. Opłata 10 euro. Nijak tego nie jestem w stanie pojąć. U nas jest odwrotnie – radio taxi kosztuje taniej niż przejazd „ze słupka”. Tam widocznie jest odwrotnie.

Teraz jeszcze o pozytywach. Przede wszystkim kawa i jedzenie. Kawa espresso równie dobra jak we Włoszech, a
frappe najlepsza na świecie. Za moją ukochaną frappe zapłacimy w zależności od miejsca od 2 do 3 euro. Warto skusić się na owoce morza, no chyba, że ktoś na samą myśl ma odruchy wymiotne. Porcja dla 2 osób, w zależności od miejsca to wydatek rzędu 15-19 euro. Zestaw mięs (grillowana baranina, indyk, wieprzowina oraz kotleciki mielone z baraniny z miętą) dla dwóch osób, z frytkami, surówką to przeciętnie wydatek około 15 euro. Gyros dla jednej osoby od 7 do 9 euro. Ja skusiłem się na baraninę w sosie cytrynowym (niebo w gębie) – 12 euro. Warto też skusić się na słodkości wszelakie. Jest całkiem spory wybór, a za kwotę 3-4 euro nasycimy swe zmysły niepowtarzalną ucztą czekoladowo-lodową. Wszystkie podane ceny dotyczą restauracji na Place.
Do pozytywów należy życzliwość Greków. Podam przykład. Jechaliśmy metrem do Pireusu. W pewnym momencie podano jakąś informację (jedyny raz podczas mojego kilkudniowego pobytu tylko po grecku). Wysiedliśmy. Patrzymy. Stacja metra Tavros. Rozglądamy się po peronie. Podszedł do nas pewien pan. Na oko pięćdziesięcioletni. Po angielsku poinformował nas, że na odcinku kilku następnych stacji odbywają się prace remontowe. By udać się do Pireusu należy wsiąść w autobus linii X6, który jedzie na stację Faliro, gdzie znów można skorzystać metra.. Powrót z portu następuje w taki sam sposób – metro – autobus – metro. Dodatkowo ten sympatyczny człowiek polecił nam kilka muzeów (niektóre z nich odwiedziliśmy np.: Muzeum Benaki) oraz miejsc wartych zobaczenia. To wszystko odbyło się tak po prostu, bezinteresownie i sympatycznie. Pozytywne podejście występuje również w hotelach, restauracjach i wszelakich sklepach. Można to wytłumaczyć interesownością, ale wydaje mi się, że to cecha wrodzona, genetycznie wtopiona w ten naród. Dlaczego tak myślę? Bo mimi, że w sklepach oferujących np.: pamiątki nic nie kupiłem nie przeszkadzało to sprzedawcy toczyć ze mną rozmowę. Nawet na poważne tematy, jak to się zdarzyło w sklepiku na przeciwko Teatru Hadriana, gdzie wdałem się w interesującą dyskusję na temat ikon, przedstawień Chrystusa
Pantokratora, co zaowocowało rozmową o religii i jej potrzebie w życiu człowieka. A może miałem szczęście?

O grudniowej pogodzie (podczas mojego pobytu między +17 a +20 stopni C) nie ma co pisać, bo po powrocie do Polski czekały na mnie opady obrzydliwej, zimnej białej substancji oraz minusowe temperatury. Brr… Niech żyje globalne ocieplenie!

Polecam wyjazd do Grecji w okresie, kiedy panują u nas temperatury niesprzyjające normalnemu funkcjonowania. Warto zwiedzić Ateny w sposób podobny do mojego. Bez przewodnika, bez hałaśliwej wycieczki, kierując swe stopy tam, gdzie naprawdę chcemy pójść.