
Obejrzałem ostatnio film dokumentalny zatytułowany po prostu „Lemmy". Prawie dwie godziny podroży z panem Kilmisterem. Obserwujemy go podczas pracy w studiom, na koncertach, w domu, w ulubionym klubie „Rainbow” w LA. Muzyk opowiada o sobie, inspiracjach, sposobie patrzenia na otaczającą go rzeczywistość. Jednocześnie w filmie wypowiada się kilkadziesiąt osób, głównie muzyków (m.in. członkowie Metalliki, Ozzy Osbourne, Slash, David Grohl, Scott Ian z Anthrax i wielu innych), którzy mówią jak inspirujące były dla nich dokonania Motorhead. A wpływ tego zespołu jest niepodważalny. To kapela, która łączyła słuchaczy. Metale, punki, miłośnicy gotyku i ci, co po prostu lubią rock’n’roll. Wszyscy słuchali utworów Lemmy’ego. I to jedna z płaszczyzn tego filmu. Jednocześnie mamy okazję zajrzeć do świata Lemmy’ego „od kuchni”. Bardzo ciekawa jest rozmowa jego z synem, Paulem. Wkraczamy w tym momencie poza kurtynę, którą jest image sceniczny, a dotykamy człowieka. Tak samo jak zdania na temat byłej dziewczyny, która na początku lat siedemdziesiątych XX wieku zmarła na skutek przedawkowania heroiny, co wpłynęło na jego negatywny stosunek do ciężkich narkotyków. Ale to nie znaczy, że nie mamy w filmie Lemmy’ego rock’n’rollowego. Jest Jack Daniels, nieodłączne Marlboro w kąciku ust i kilka tekstów o amfetaminie.
Interesujące są również wypowiedzi muzyków z zespołu Hawkwind, w której bohater filmu grał w latach 1972-1975. Pada stwierdzenie, że gdyby nie fakt, że Lemmy’ego wyrzucono z zespołu nigdy nie powstałby Motorhead, a świat muzyki wyglądałby zupełnie inaczej. Zresztą sam Kilmister mówi, że relegowanie go z Hawkwind to jedna z najlepszych rzeczy, która go spotkała w życiu, bo dzięki temu poszedł własną ścieżką muzyczną. Choć w danym momencie był mocno wkurzony i wydawało mu się, że świat się zawalił.
Podobało mi się też to, że podobnie jak w autobiografii „Biała gorączka” Lemmy wykazuje się swym brytyjskim poczuciem humoru. Jest ono wyraźnie widoczne w tekstach Motorhead, ale nie każdy to łapie. W filmie rzuca m.in. taki żart: „Wiecie dlaczego CIA nie brała udziału z zamachu na JFK? Bo on faktycznie nie żyje”.
Film oczywiście polecam. Dla fanów Motorhead to pozycja obowiązkowa. Dla innych… E tam, co będę owijał w bawełnę. Macie możliwość obejrzeć film o ikonie rocka. Facecie, który w wieku 66 lat nadal gra głośnego rocka. Musicie to zobaczyć. Najlepiej na żywo, podczas koncertu, ale jak nie chce się wychodzić z domu to zawsze zostaje rzeczone dvd.



2 komentarze:
Primus, Primus uber alles! To odnośnie wcześniejszego wpisu, bo przez tydzień nie zaglądałem do netu, a tu u Ciebie wysyp ;)
Muszę zerknąć na tą biografię Lemmy'ego, soczysta pewnie. Poza tym już gdzieś ktoś reklamował, tylko kurcze nie pamiętam kto. Nie wiem czy nie Chaciński...
Staram się ożywiać bloga, gdy mam trochę czasu :)
Biografie Lemmy'ego oczywiście polecam. Można ją jeszcze dorwać w sklepach. Np.: w lubelskim Media Markt. Jak byłem ostatnio we wtorek leżało kilka egzemplarzy.
Prześlij komentarz