piątek, 22 lipca 2011

Chris Cunningham i jego zadziwiające światy

Kiedy jeszcze w MTV puszczano muzykę robienie videoklipów awansowało do rangi sztuki. Po tym jak Martin Scorsese wyreżyserował „Bad” Michaela Jacksona okazało się, że to żaden wstyd a wzajemna nobilitacja. Okres lat 90-tych to kontynuacja tego podejścia. Artystyczne klipy pojawiały się często i w różnych gatunkowo utworach. Mieliśmy „Losing My Religion” R.E.M. czy „Sabotage” Beastie Boys i „It’s Oh So Quiet” Bjork (w obu przypadkach w reżyserii Spike Jonze’a, który miał zadziwić świat takimi filmami jak „Być jak John Malkovich” czy „Adaptacja”). Nie możemy zapominać o niesamowitych klipach do kawałków Jane’s Addiction vide „Been Caught Stealing” czy Nine Inch Nails („Closer”, „Wish” itd.). Wymieniać można w nieskończoność.

Ale jest jedna osoba, która wypracowała swój własny styl i w historii zapisała się jako twórca teledysków. Chris Cunningham, bo o nim mowa, nie raz i nie dwa zadziwił świat. Jego dzieła są niepokojące, czasem przypominają postindustrialne horrory. Wszystko jest odrealnione, czasem przypomina psychodeliczny sen. Jak w przypadku „Second Bad Vibel” zespołu Autechre:



Twórczość Brytyjczyka chyba najbardziej kojarzy się z filmowymi ilustracjami dzieł Aphex Twina. Muzyka szalonego Rysia świetnie uzupełniana jest wizjami niespokojnego Krzysia. Jak choćby te dzieci w „Come To Daddy”.



Czasami klipy Cunninghama są zbliżone do mainstream. Ale nawet wtedy jest w nich coś niepokojącego, czego przykładem „Frozen” Madonny czy „Only You” Portisehead. Istnieje anegdota, że podczas kręcenia teledysku dla grupy z Bristolu wokalistka o mało co nie utopiła się w basenie, w którym kręcono zdjęcia. A może to chwyt marketingowy?



Filmowe ilustracje do utworów Bjork zawsze zachwycały pomysłami. Ale Cunningham dodał swój element. Dwa roboty uprawiające seks to coś czego jeszcze nie było. W tym przypadku od razu nasuwają się przemyślenia po lekturze książek Asimova z cyklu „Roboty” i utworów Philipa K. Dicka dotyczących istoty człowieczeństwa (jak choćby „Człowiekiem jest” czy „Impostor”).



Cunningham miał być reżyserem od lat zapowiadanej filmowej adaptacji biblii cyberpunku czyli “Neuromancera” Williama Gibsona. Niestety wycofał się z projektu tłumacząc się, że chce realizować filmy według własnych pomysłów. Szkoda. Na chwilę obecną pozostają nam tylko klipy.

0 komentarze: