czwartek, 21 lipca 2011

Odgrzebane po latach

Tak mnie ostatnio naszło na muzyczne starocia. Dlaczegóż by nie, jak to kiedyś napisał Świetlicki.

Na początek Patti Smith, nowojorska legenda czasów, gdy w CBGB’s jeszcze organizowano koncerty, a nie sprzedawano ekskluzywną odzież. Wersja unplugged kawałka „Because The Night” powoduje podobne ciary na plecach jak oryginał.



Jak jesteśmy w Nowym Jorku to nie można zapomnieć o The Ramones. Do tej pory mam sentyment do płyty „Brain Drain”. Od niej, to chyba dość nietypowe, zaczęła się moja przygoda z ojcami chrzestnymi punk rocka. Niech poleci „Pet Sementary”.



Skoczymy teraz na Zachodnie Wybrzeże. Niestety nie da się już pojechać Route 66, ale zawsze zostają inne możliwości. Lata 60-te, za chwilę wybuchnie lato miłości. The Doors jako jeden z nielicznych zespołów ostrzegał, że nie będzie wesoło. Ale oni byli dziwni.



Wracamy do Europy, a tak dokładniej to na wyspy brytyjskie.

Jeden z najważniejszych zespołów wszechczasów. Tak po prostu.



Lubie Stranglersów. A “Golden Brown” to nie dość, że cudownie snująca się melodia walczyka to jeszcze dość zagadkowy, bo niejednoznaczny, tekst. O co im chodziło. O heroinę w sensie kobiety czy narkotyku?



Na koniec Grand Prix jednoosobowego jury. Jeden z najbardziej obciachowych teledysków ever. A idiotów robią z siebie dwie legendy. Ach te lata osiemdziesiąte…

2 komentarze:

dawrweszte pisze...

Wspominki. Dlaczegóż by nie? Mick z Davidem tworzą świetną parę, w ogóle David wymiata. Z tą Patti SMith mam problem, lubię ją, płytę Easter kiedyś męczyłem nieźle, ale jak do niej wracam, to się cholernie szybko nudzę. No a Bitelsi, to u mnie the best :)

walkingfear pisze...

David jest ok, Mich również. Ale video do ich wspólnego utworu jest obciachem. Te taneczne kroczki, fatalne kolory marynarek, wzajemne mizdrzenie się do siebie. Buee... W jednym z odcinków "Family Guy" zrobiono sobie jaja z tego klipu.