niedziela, 21 sierpnia 2011

Breaking Bad czyli piekło jest w nas

Dziś miały ukazać się pierwsze teksty z cyklu „Projekt recenzja”, o czym wspominałem w czwartek. Niestety z przyczyn „technicznych” rzeczony projekt ruszy dopiero w najbliższy wtorek. By zapełnić lukę chciałbym napisać kilka zdań o pewnym serialu, który mimo, że zasługuje na uwagę raczej nie cieszy się u nas popularnością. A uważam, że jest godny uwagi.

Breaking Bad”, bo o nim mowa, to historia Walera White’a, nauczyciela chemii w liceum w Albuquerque. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda pięknie i wspaniale. Żona, syn, dom na przedmieściach. Spełniony american dream. Przykład szczęśliwej klasy średniej. Pewnego dnia Walt dowiaduje się, że ma zaawansowanego, nieoperacyjnego raka płuc. Lekarze sugerują, że przed nauczycielem zostało maksymalnie kilka miesięcy życia. Dodatkową sytuacją jest brak środków na leczenie, występuje też problem z ubezpieczeniem zdrowotnym – polisa nie obejmuje opłacenia specjalistycznych zabiegów, w tym chemioterapii. W dodatku żona informuje go, że będą mieli drugie dziecko. Walt, który kiedyś po studiach pracował jako chemik i posiada dużą wiedzę w tej dziedzinie, postanawia to wykorzystać i zarobić pieniądze, które zapewniłyby godziwy żywot jego rodzinie po przegranej walce z chorobą. Wpada na iście szatański plan. Wraz ze swoim byłym uczniem Jesse’m zaczyna produkować metamfetaminę. Najlepszy najczystszy towar w całych Stanach. Z biegiem czasu interes zaczyna się rozkręcać. Ale nie wygląda to różowo. Zaczyna się eskalacja przemocy, pojawiają się meksykańskie kartele, śledztwo Wydziału Antynarkotykowego (kierowane przez szwagra Walta) oraz nawarstwiająca się spirala kłamstwa. Walt nie chce stracić swej rodziny więc o niczym ich nie informuje. Ale przecież czegoś takiego nie da się ukryć na dłuższą metę. Ujawniona prawda spotęguje piętrzenie się patologii.



Walt jest niezwykle interesującym bohaterem. Z jednej strony kochający mąż i ojciec, dbający o rodzinne ognisko. Z drugiej to człowiek działający w akcie desperacji, który odrzuca moralność by zejść na drogę przestępstwa. Motywuje to szczytnym celem – tym, by po jego śmierci rodzina miała zapewniony byt, pieniądze na studia dzieci itd. Dlaczego wybiera takie, a nie inne rozwiązanie? Przecież jego przyjaciele oferują bezzwrotną pomoc finansową na leczenie. Przecież znane są przypadki, że można zostać wyleczonym nawet z poważnego raka. Ma kochającą żonę a jego kłamstwa powodują osłabienie więzi między nimi. Kłamstwa, za którymi się ukrył nie zostają bez wpływu na jego psychikę. Co stoi u pierwocin zachowań spokojnego nauczyciela? Wydaje mi się, że istnieje kilka przyczyn. Pierwszą jest niezaspokojona ambicja. Walt powinien pracować w jakimś laboratorium lub mieć własną firmę produkującą np.: kosmetyki. Jego wiedza i umiejętności predysponują go ku temu. Zresztą w pewnym momencie pada takie stwierdzenie. Walt wiele lat wcześniej zrezygnował ze współpracy z przyjacielem, z którym zakładali firmę chemiczną. Kolega doszedł do majątku, Walt został nauczycielem. Teraz odrzuca pomoc finansową ze strony starego kumpla. Tu dochodzimy do drugiego elementu zachowań Walta. Jest nim zazdrość która dotyczy dóbr materialnych. Walt zazdrości innym tego co osiągnęli. Zapomina, że rzeczywistość jest złożona i to jego decyzje dotyczące zawodu spowodowały to gdzie teraz się znajduje. Kolejną rzeczą jest brak szczerości, szczególnie jeśli chodzi o bliskich. Walt ma wiele tajemnic. Pierwszą była sama choroba o której rodzina dowiaduje się po pewnym czasie. Kolejnymi są pomysł na produkcję met amfetaminy i kontakty ze światem przestępczym. I tak dalej i tak dalej. Walt nie dostrzega albo nie chce dostrzec że bliscy, którzy są przy nim pomogliby mu w pokonaniu trudności. Pomoc byłaby wyrazem miłości, a nie litości (a za taką uważa pomoc Walt). Może nawet ten trudny moment w ich życiu spowodowałby pogłębienie się wzajemnych relacji. Ale w tej sytuacji nie byłoby serialu…

Ale serial to nie tylko tragiczne zdarzenia związane z chorobą głównego bohatera jego osamotnieniem i patologiami, które zaczynają zżerać jego rodzinę. „Breaking Bad” przepełniony jest czarnym humorem. Humorem czarnym jak smoła. To śmiech przez łzy. Nie jest to komedia to poważny dramat, ale nuta czarnego, sarkastycznego humoru powoduje, że możemy na obserwowane wydarzenia spojrzeć nieco z boku. Nabrać dystansu. Spojrzeć na bohaterów z rożnej perspektywy. Serial ten nie jest miły, ładny i przyjemny. To dekonstrukcja człowieczeństwa i historia upadku. Droga do prywatnego piekła. Wiwisekcja rzeczywistości która zaczęła się rozpadać bo zabrakło zaufania i szczerości. Dlatego też „Breaking Bad” wywiera na oglądającym olbrzymie wrażenie. Osobiście uważam ten serial za jeden z najlepszych jakie oglądałem na przestrzeni ostatniego dziesięciolecia. Obok „Rodziny Soprano”, „Deadwood” „The Wire” czy „Luther”.

Skojarzyła mi się jeszcze jedna rzecz. Pomijając to o czym napisałem powyżej „Breaking Bad” to przy okazji serial o upadku klasy średniej. Gdy jedno niepowodzenie załamuje stabilność finansową i sprawia, że zdesperowane osoby zaczynają robić rzeczy, których w normalnej sytuacji nie przyszłyby im do głowy. To jak w „Hung” („Wyposażony”, serial produkcji HBO) gdzie nauczyciel zagrożony utratą pracy i kłopotami finansowymi zostaje męską prostytutką. Świat się wali, a ja robię pierwsze co mi przyjdzie do głowy. Mój mały, piękny doskonały świat, z domkiem na przedmieściu, dwoma samochodami i pracą zaczyna się rozpadać, gdy hipoteka lub rak zaczynają mnie zjadać. Tylko że kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu powstałby film lub serial o tym że ktoś ma fajny pomysł biznesowy i zakłada Apple, Microsoft czy inne w tym stylu. I byłoby to ówczesne podejście do american dream. Teraz jest inaczej. Filmy czasów kryzysu? Może.

Na koniec wspomnę o aktorstwie bo stoi na niezwykle wysokim poziomie. Bryan Cranston w roli Walta stanowi klasę sam w sobie (3 nagrody Emmy), tak samo Arron Paul jako Jesse. Drugi plan również doskonały m.in. Dean Norris w roli agenta DEA czy Anna Gunn jako żona Walta.

Generalnie – serial jest z kategorii „must see”. Ale ostrzegam podroż nie jest usłana różami, a na koniec chyba nie będzie fanfarów. Ale nie ma się co dziwić. Wg twórców serialu jego tytuł to slangowe określenie „staczania się na drodze do piekła”.

11 komentarze:

1981 pisze...

Uwielbiam ten serial i życzę mu, żeby został zakończony we właściwym czasie, to znaczy zanim będzie produkowany dla samego produkowania, bo niestety im więcej sezonów, tym prawdopodobieństwo zepsucia większe. Takiego Prison Break zakończyłbym po pierwszym sezonie i zasługiwałby na jakieś 7/10, ale kontynuacja sprawiła, że całość oceniam na 2/10. Chociaż oglądałem do końca, bo - parafrazując - sprzątaczkę z powieści Irvinga - ludzie oglądają seriale telewizyjne, bo chcą wiedzieć co będzie dalej;)

walkingfear pisze...

@1981

Zgadzam się z Twoją opinią. Ważne jest by wiedzieć kiedy skończyć. Przykład "Prison Break" jest bardzo dobry - ja uważam, że 2 pierwsze sezony były ok, później to żenada. To samo można powiedzieć o "Archiwum X" - pierwsze 4 sezony świetne, dalej to już równia pochyła (co nie zmienia faktu, że x-fajlsy były przełomem w historii telewizji).

Z informacji producentów "Breaking Bad" wynika, że serial definitywnie skończy się na piątym sezonie. Obecnie w USA leci czwarty. Powinno być więc ok - tak jak w przypadku "The Wire", czyli 5 sezonów i koniec, choć na siłę można było kręcić dalej, ale byłoby to dżampnięcie szarka.

dawrweszte pisze...

Obcowanie z serialami jest dla mnie nie do przejścia. W ogóle rzadko ostatnio nawet filmy oglądam (szkoda mi tego czasu na rzecz słuchania muzy), a seriale mnie przerażają. Na myśl, że to 5 sezonów, do tego pewnie ze 12 odcinków w każdym, do tego pewnie 45min. każdy odcinek = 45 godzin obcowania z jednym bohaterem. Ożesz kurwa. Jeśli jeden album trwa średnio 60min, to przesłucham ich 45, albo 15 dokładnie :D

Hehe, zarys serialu spoko i pewnie jest niezły, ale jednak serialowa forma odstrasza mnie skutecznie. Bojadżijew to mnie na Deadwood już nie wiem jak długo namawia, a ja okoniem. Może kiedyś...

czokapu pisze...

Bardzo dobra recenzja, Michale. Czuję się zachęcony do obejrzenia. Mnie to idzie pewnie wolniej niż innym, ale w kolejce ustawiam ;-)

walkingfear pisze...

@dawr

Osobiście to trudno mi zdecydować czy jestem bardziej kinomaniakiem (+serialomaniakiem) niż melomanem. Oglądanie filmów to dla mnie równie naturalna i nedzbędna czynność jak czytanie książek i słuchanie płyt. Zauważyłem ostatnio, że większość muzyki słucham "w biegu" np.: ze słuchawkami na uszach w komunikacji miejskiej czy pociągu itd.

@czokapu

Cieszę się, że zachęciłem.

Manivelle pisze...

Misiu, słońce, pokusiłeś się o piękną analizę psychologiczną postaci - moim planem staje się więc obejrzenie serialu, bo mam dziwne przeczucie że wtedy będę się mogła przepięknie z Tobą nie zgodzić:) Pozdrawiam

walkingfear pisze...

@Manivelle

Miło mi będzie się z Tobą pospierać ;)

1981 pisze...

atmosfera w serialu się zagęszcza:) nie mogę się odczekać finału

walkingfear pisze...

@1981

Po ostatnim odcinku z pól godziny zbierałem szczękę z podłogi ;)

1981 pisze...

Nie lubię tego określenia, ale jednak pasuje idealnie: finał sezonu mnie rozjebał. I teraz przez rok mam zagwozdkę: co oni wymyślą na koniec? czy ukoronowaniem serii będzie ściganie Waltera przez Hanka, czy też wprowadzony zostanie kolejny czarny charakter? To moje dwie główne hipotezy.
W sumie nie sprawdziły się moje podejrzenia, że Pinkman przeistoczy się w jakąś ważną i potężną figurę narkobiznesu.
Przepraszam, że wracam do starego posta, ale: patrz pierwsze zdanie.

walkingfear pisze...

@1981

Nie ma sprawy :)

Co do finału to muszę przyznać, że niezły szok. I psychologicznie i ze względu na inscenizację (scena w domu opieki społecznej). Też jestem ciekawy jak to się dalej potoczy, tym bardziej, że w grę wchodzą ciekawe rozwiązania. Walt z Pinkmanem robią swoje, już bez "opiekunów", towar wpływa, Hank ma robotę, ściganie się nawzajem... Myślę jednak, że scenarzyści nas zaskoczą.