Kilkanaście dni temu w sieci pojawił się singiel „The Adventures of Rain Dance Maggie” promujący nową płytę Red Hot Chili Peppers. Album „I’m With You” ma mieć premierę 30 sierpnia. Wysłuchałem kilkakrotnie piosenki, którą wybrano na promocję. I muszę powiedzieć, że jestem rozczarowany. Zwrotki snują się leniwie, refren jest bezbarwny i nie zostaje w pamięci, a prostacki „popis” gitarowy trudno określić mianem solówki. Zresztą posłuchajcie sami:
Zapowiedź płyty nie zachęca do jej zakupu. A przecież po to wydaje się singiel by przekonać słuchaczy, że nowy materiał jest godny do zainwestowania gotówki. Ba! Bywało przecież tak, że jeden czy dwa utwory promocyjne były ty, co na płycie najlepsze. I to nie tylko w czasach świetności Bitelsów, ale też i później. Weźmy chociaż jedną z najsłabszych repertuarowo płyt Queen czyli „The Works”. „Radio Ga a”, „I Want To Break Free” czy „Hammer To Fal” to najlepsze, i przy okazji najbardziej przebojowe, kawałki zamieszczone na albumie.
Jeżeli „The Adentures of…” to utwór reprezentatywny dla nowego wydawnictwa Red Hotów to niestety nie świadczy to dobrze o wesołych chłopakach z Kalifornii. W sumie nie spodziewałem się rewelacji, bo zespól ten po wydaniu przebojowego „Californication” znajduje się w głębokim kryzysie. Bezpłciowe „By The Way” i przeładowane zbyt dużą ilością kompozycji „Stadium Arcadium” sugerowały słuchaczowi, że panom skończyły się pomysły. Choć gdyby z tej drugie płyty wywalić połowę z 28 utworów to można by złożyć płytę dość dobrą. Otrzymaliśmy przerost formy nad treścią. A przecież w przeszłości płyty Red Hotów promowały takie killery jak „Knock Me Down”, „Higher Ground” czy „Give It Away”. Co się stało z grupą, która wytyczała drogi rozwoju współczesnej muzyki rockowej? Na otarcie łez:
Proponuję dziś Państwu obejrzenie
2 godz. temu



0 komentarze:
Prześlij komentarz