
„Carnival Is Forever” zaczyna się od deathmetalowego ciosu prosto w szczękę. „The Knife” to praktycznie kwintesencja stylu. Blasty, szybkość, ciężar, ryk wokalisty i, co ciekawe, fantastyczna solówka gitarowa. Tylko, że rzeczona solówka była jedynym elementem, który mi się podobał. Podczas pierwszego przesłuchania szykowałem się by zjechać Decapitated i całą płytę. Tylko, że okazało się to niełatwym zadaniem. Album jest po prostu zbyt dobry by jeden utwór wpłynął na odbiór całości. Muzycy odchodzą od gatunkowej sztampy urozmaicając swoje kompozycje czy to wykorzystaniem instrumentów akustycznych (utwór tytułowy i kończący album instrumentalny „Silence”), czy to zabawami ze zmianą tempa i rytmiki. Wszystko to okraszone jest bardzo wysokim poziomem wykonawczym i czytelną produkcją. Nawet growl jest całkiem zjadliwy co wcale nie jest takie oczywiste, bo osobiście nie trawię większości wokali utrzymanych w tym klimacie.
Wracając do sedna, płyta właściwie wymyka się klasyfikacji jako death metal. Czystości gatunkowej bronią wspomniany już utwór otwierający płytę oraz „Pest”. W pozostałych kompozycjach formuła jest szersza, czasem zastanawiałem się czy inspiracją muzyków nie są dokonania kapel takich jak Dillinger Escape Plan czy Meshuggah. Zachwycił mnie utwór „A View From A Hole” który zaczyna się od melodyjnej i jednocześnie niepokojącej linii basu, po kilkudziesięciu sekundach wchodzi perkusja budując nastrój zagrożenia, gitary są na fajnym delayu, nawet pierwsze wersy zwrotki są szeptane a nie growlowane. Dla mnie, oprócz utworu tytułowego, zdecydowanie najlepszy kawałek na płycie.
To co napisałem powyżej nie oznacza, że inne utwory mi się nie podobają. W zasadzie cały album mi się podoba, nawet nieszczęsny „The Knife”, który na początku mnie odrzucił z czasem zaczął mi się podobać, choć uważam, że to najsłabszy fragment „Carnival Is Forever”. Największą zasługą Decapitated jest to, że nie trzymają się sztywno ram i formułek. Takie kawałki jak „404”, czy „Homo Sum” to kolejne przykłady do bardzo dobre granie. Fenomenalne są solówki gitarowe. Każdy z kawałków jest okraszony popisowym solem w którym nie chodzi jednocześnie li tylko o popisówkę (bo tak każdy, co się nauczył wymiatać może), ale też o wprowadzenie do kompozycji elementów bardziej melodyjnych. Ciekawym zabiegiem jest zamknięcie albumu instrumentalnym utworem „Silence”. Akustyczne brzmienia, nastrój wyciszenia dobrze korespondujący z tytułem stanowi ciekawą codę. Po huraganowym ataku gitar i perkusji trwającym prawie czterdzieści minut otrzymujemy kompozycję która pozwala wyciszyć się i przynajmniej w moim przypadku, spowodować że naciska się „repeat” na odtwarzaczu.
Deathmetalowi puryści mogą uznać, że ta płyta jest „komercyjna i słaba, w ogóle to prawie disco”, ale dla mnie, jako słuchacza lubiącego artystów poszukujących stanowi dowód, że dobry materiał obroni się w uszach słuchacza, bez względu na to czy jestem fanem danego gatunku czy nie. Nowy album Decapitated to klasa światowa w technicznym death metalu. Chłopaki na luzie mogą stanąć w szranki z tuzami gatunku. A nic tak nie cieszy jak świadomość, że przynajmniej w metalu jesteśmy na poziomie światowym. Jako ciekawostkę można uznać to że autorem tekstów na „Carnival Is Forever” jest Jarek Szubrycht, były wokalista Lux Occulty obecnie dziennikarz muzyczny.
Czas na ocenę. Mocna 4 (skala 1-5). Muszę przyznać, że będę czekał na nową płytę Decapitated, co jest najlepszą recenzją, nieprawdaż?
Recka Bojadzijewa.
Recka Dawrweszte.



4 komentarze:
No widzisz, nie ma co się bać:) mam podobne odczucia co do tej płyty
bojadżijew
Hehe, u mnie ta coda wywołała zgoła odmienne wrażenie, no i jeszcze ten Dillinger to tam chyba nie pasuje. Specjalnie sobie w tym czasie ich odświeżyłem, to inne rzeczy całkiem. Tak mi się wydaje. No a propozycja Twoja?
ok, już maila odczytałem :)
@Anonimowy
Pełna zgoda. Miałeś rację.
@Dawrweszte
Porównanie do Dillingera to bardziej idea, typ grania, a nie bezpośrednie nawiązanie. Taki głos dla czytelników bloga, którzy nie znają Decapitated, a mogli usłyszczeć Dillingera. Bo przecież Patton u nich na jednej EPce śpiewał ;)
Prześlij komentarz