sobota, 22 października 2011

Electric Nights, dzień pierwszy

Wczoraj wieczorem w lubelskiej „Chatce Żaka” odbyły się koncerty w ramach pierwszego dnia Electric Nights Festival. Szczerze mówiąc z wczorajszego dnia interesowało mnie tylko Riverside. Uwielbiam tę warszawską kapelę, byłem na ich wszystkich lubelskich koncertach, zarówno tych, które odbywały się w Centrum Kultury, jak i Graffiti, więc za całkowicie normalną rzecz uznałem obecność również na wczorajszym koncercie.

Umówiliśmy się ze znajomymi, że przyjdziemy wcześniej by zobaczyć czy inne zaproszone zespoły są godne wagi. Nie były. Jako, że do koncertu gwiazdy wieczoru mieliśmy jeszcze kilka godzin poszliśmy do zaprzyjaźnionego pubu by umilić sobie czas konwersacją.



Właściwy koncert rozpoczął się mniej więcej piętnaście po jedenastej. I tu mam pytanie do organizatorów – czy nie można było zrobić tak by Riverside grało o 22.00? Wtedy zagraliby dwie godzinki, a człowiek nie byłby tak zmęczony, tym bardziej, że dziś musiałem wstać po szóstej. Generalnie chodzi mi o to, że nie zobaczyłem całego koncertu, bo mniej więcej za dwadzieścia pierwsza musiałem ewakuować się do domu. A chłopaki jeszcze grali… No, ale mówi się trudno. W sumie to moja sprawa czy obejrzałem całość czy nie. Do nikogo nie mogę mieć pretensji.

Kto choć raz był na koncercie Riverside wie dobrze jak on wygląda. Przemawia muzyka, a nie ruch sceniczny czy szaleństwo w zachowaniu muzyków. Dlatego chyba dobrze, że koncert odbył się w sali widowiskowej. Część krzeseł została usunięta, więc było sporo miejsca dla tych co chcieli stanąć bliżej czy... potańczyć (?). Ja usadowiłem się trochę wyżej, mniej więcej w środku sali, gdzie wszystko było bardzo dobrze widać, a przede wszystkim słychać. Jedna rzecz, która mnie zdziwiła – dość niska frekwencja. Podejrzewam, że na sali było maksymalnie 300 osób, czyli około połowy miejsc pozostało niezapełnionych. Dziwne. Ludzie na co dzień narzekają, że nic się ciekawego nie dzieje, a jak jest fajny event, w dodatku sensowny cenowo (bilety na 2 dni 80 złotych, na jeden 40 złotych – co nie jest kwotą wygórowaną, na samo Riverside płaciłem w Graffiti 50 złotych), to nie pojawia się oszałamiająca liczba osób. Nie wiem, może dyskoteki w okolicy miasteczka uniwersyteckiego oferowały wczoraj ciekawsze atrakcje.



Program koncertu był przekrojowy. Były kawałki z ostatniej epki np.: „Living In The Past”, a poza tym ze wszystkich płyt. Jest z czego wybierać, bo jednak cztery albumy plus trzy rozbudowane epki powodują, że na brak materiału do prezentacji scenicznej nie zabrakło. Podobało mi się „Left Out”, zdecydowanie dobrze wypadły kawałki starszem poza „Conceiving You”, które już mi się przejadło. Dobrze wykonane, ale jakoś mnie znudziło. Trudno mi sobie przypomnieć zły koncert Riverside. Widziałem ich na żywo sześć razy i każdy występ był czymś, co na długo zapadło mi w pamięci. Jeżeli lubi się estetykę rocka progresywnego, gdzie obok floydowych pasaży słyszymy ostrą i ciężką gitarę, to zawsze znajdzie się coś dobrego. Koncert był ok. Napisałbym, że był świetny, gdybym tylko został do końca.

Co mogę jeszcze dodać? Fajny pomysł z tym festiwalem, gorzej z organizacją pozamuzyczną. Nalewaki z piwem to trochę za mało jak na rok 2011. Dzisiaj koncert Legendary Pink Dots, na który czekam z niecierpliwością. Bo z jednej strony kiedyś bardzo ich lubiłem, z drugiej ostatnią ich płytą, którą słuchałem było „Hallway Of The Gods” z 1997 roku. Nie mam pojęcia jak wygląda teraz ich repertuar koncertowy. Chciałbym, że by zagrali jakieś „the best of”z kawałkami typu „Belladonna”, „Hellsville” „Neon Mariners” czy „Pennies For Heaven”, ale to zespól, który jest w jakimś momencie rozwoju i muzycy pewnie zaserwują nam to, co tworzą w danym momencie swej historii.

Ciekawy jestem zespołów Museum, podobno minimalistyczny niemiecki post rock. Szkoda, że nie post punk, bo byłaby dyskusja z Dawrweszte. Noblesse Oblige kiedyś ktoś mi puszczał, tylko nie wiem kiedy jak i po co, więc będzie niespodzianka. Czy miła, to się okaże za kilka godzin.

Acha, po Różowych kropkach ma grać Brodka. Who cares?

0 komentarze: