
"Legenda" na żywo. Wspomnień czar. Szkoda, że nie będzie to dokładne powtórzenie tego, co przeżyłem kilkanaście lat temu właśnie w Graffiti. Wtedy to był wieczór. Zarówno jeśli chodzi o skład, bo to był TEN skład (Bydzy, Brylewski, Malejonek, Banan i Stopa), jak i atmosferę. Wtedy to było wydarzenie dla mnie masakryczne. Wzór koncertu na wiele lat. Moment magiczny. Licealista w tłumie podobnych sobie oszołomów, przeżywający muzykę, której słuchał aż do zdarcia kasety. Długo nie mogłem zapomnieć tamtego wieczoru. Po latach zatarł się on w pamięci, ale zarys wspomnienia pozostał.
Teraz to doświadczenie, które pewnie wywoła łzy wzruszenia i nostalgiczne wspomnienia. W sumie można by zbyć to wszystko stwierdzeniem, że to komercja i zdzieranie kasy z ludzi, żerowanie na sentymentach. Z drugiej strony... jeśli Kury grają "POLOVIRUSa" na żywo, to dlaczego Armia nie miałaby zagrać swojej najlepszej płyty w tej samej formule?



0 komentarze:
Prześlij komentarz