poniedziałek, 14 listopada 2011

Na otrzeźwienie

Jako, że po ostatniej recenzji pojawiły się głosy oburzenia rzucam coś na otrzeźwienie dla niektórych anonimowych łosiów:

4 komentarze:

dawrweszte pisze...

No trochę cię fani zespołu odwiedzili :D

No a Frank wiadomo, ta płyta jest świetna.

walkingfear pisze...

Frank rulez. Ostatnimi czasy sobie słucham, bo zachęcałem koleżankę do wniknięcia w twórczość Zappy i pomagałem wybrać płyty do posłuchania. Ale było fajnie "Freak Out", "Absolutely Free", "We're In It Only...", Joe's Garage"...

dawrweszte pisze...

Z tego co wiem, jesteś fanem Zappy. Co sądzisz o takich albumach jak "Jazz From Hell"?

walkingfear pisze...

Heh, dobre pytanie. Nie przepadam za płytami Franka z lat 80-tych. Pomijając koncertówki, ale to zupełnie inny temat. Muzyka na Synclavierze... Eksperyment. Można raz posłuchać, ale nie trafia to do mnie. Podobnie jak muzyka symfoniczna autorstwa Franka. Takie kuriozum, po prostu.

Wolę Franka ironicznego, pastiszowego lub jazz-rockowego.