sobota, 5 listopada 2011

Sobotnie granie

Rudy powrócił. Chwała Cthulhu.



Soundtrack z filmu “Drive” jest lepszy niż sam film.



Jazz, a wtedy padał deszcz…



Just worship music.



Niby dawno, a jednak chyba nie. Bo pamiętam.

2 komentarze:

dawrweszte pisze...

Uwielbiałem "Psalm 69" i "Filthpig". "The Land of Rape and Honey" też lubiłem. Megadeath to nie bardzo, więc Rudego odpuszczam :)

walkingfear pisze...

A ja Megadeth bardzo, oczywiście mieli słaby okres, ale od kilku lat znów jest fajne granie.

Z Ministry to taka zabawna historia. Gdzieś w przed wydaniem "Psalm 69" kupel dorwał koncertówkę "In Case You Didn't Feel Like Showing Up", gdzie był kawałek "Thieves". Wszyscy z metalowej brygady zasłuchiwali się w tym numerze. Reszta kawałków na płycie była dla nas średnia. A "Thieves" zapowiadało agresję znaną z "Psalmu". Gdy kilka miesięcy później zobaczyliśmy w MTV video do "N.W.O" krzyknęliśmy "Hell yeah!". O to chodziło :)